piątek, 12 września 2008

11/9

Cały dzień (11 września) trąbiono o 7 rocznicy zamachów terrorystycznych. Mówiono ile osób zginęło w biurowcach, ile zginęło ratując innych, ile ile ile i ile...

Co roku media fundują nam papkę ile osób zginęło i ile przeżyło. Istny koszmar. Dodaje się coraz częściej jeszcze ile zginęło w Iraku, a także jak wielu w Afganistanie... Mało tego coraz częściej ma to wymiar licytacji...


Swoją drogą 6 sierpnia nie słyszy się o licytacji jaką to nie Al-Kaida, ale Amerykanie zafundowali Japonii. Jakoś nie przypominają nam media o użyciu najnowocześniejszej broni XX wieku.

Mała rekonstrukcja

Poddaję pod rozwagę. Historię piszą zwycięzcy... swoją drogą Polska wie o tym najlepiej, ale to na inną porę...

czwartek, 11 września 2008

Energetyka Jądrowa?

Z prof. dr. hab. inż. Ryszardem H. Kozłowskim z Instytutu Inżynierii Materiałowej Politechniki Krakowskiej rozmawia Marcin Austyn

Co jakiś czas powraca idea budowy na terenie naszego kraju elektrowni jądrowej. To dobry pomysł?

- Przez pięć lat byłem przedstawicielem Polski w największym europejskim projekcie energetycznym COST 522, tam miałem okazję poznać wielu europejskich energetyków. Korzystając z tych źródeł, otrzymałem informacje od specjalistów niemieckich na temat powodów wycofywania się rządu tego kraju z energetyki jądrowej. Co się okazało - na świecie kończy się uran. Za 30 lat jego złoża będą już tylko szczątkowe, a co za tym idzie, cena surowca pójdzie znacznie w górę. Przecież jeszcze za czasów swej prezydentury Władimir Putin był z wizytą w Australii, aby tam załatwić kontrakt na dostawy rud uranowych dla rosyjskich elektrowni jądrowych. Już same działania tych krajów dają nam gotową odpowiedź...

Będą problemy z dostawami paliwa, a jego ceny będą wysokie...

- Będzie to też kolejne uzależnienie energetyki polskiej - tym razem od dostawcy uranu. Poza tym budowa elektrowni jądrowej trwa od dziesięciu do kilkunastu lat i jest to bardzo droga inwestycja - koszt budowy elektrowni jądrowej o mocy 3600 MW sięga 9 mld euro. My za takie środki możemy zbudować dziesięciokrotnie większą moc na bazie technologii czystego spalania węgla kamiennego i brunatnego. To polska technologia, którą właśnie prezentujemy na światowym kongresie górniczym. Jest bardzo duże zainteresowanie tymi technologiami, począwszy od Afryki, poprzez Indie, Chiny i Stany Zjednoczone, brakuje jedynie zainteresowania naszego rządu, któremu nasza technologia została zaprezentowana już dwa miesiące temu.

Wspomniał Pan o kosztach budowy elektrowni jądrowej. Polskę stać na taki wydatek?

- Zadłużenie Polski obecnie kształtuje się na poziomie 600 mld złotych. Sama obsługa tego długu to koszt 140 mld złotych. W takiej sytuacji nie jestem pewien, czy nas stać nas kolejne zadłużenie, bo przecież tak droga inwestycja leży poza możliwościami budżetu państwa. Przy tym nie możemy zapomnieć, że jedna elektrownia jądrowa nie zrobi z Polski potentata energetycznego. Tymczasem w krótkim czasie powinniśmy zbudować moc na poziomie do 20 tys. MW. Obecnie 30 proc. naszych bloków energetycznych skończyło wiek obliczeniowy, a w ciągu ośmiu kolejnych lat to samo czeka kolejne 40 proc. naszych elektrowni.

Energetyka jądrowa to także problem odpadów...

- Naturalnie. Przykład Niemiec pokazuje skalę problemu - tam jedna z elektrowni jądrowych likwidowana jest już kilkanaście lat, co już kosztowało ponad 3 mld euro, a końca nie widać. Ponadto budowane zabezpieczenia mają przetrwać 30 lat, a co dalej? Widać więc, że jest to ogromne zagrożenie.
Podam też przykład Francji, która postawiła na energetykę jądrową (wbrew woli społeczeństwa) i dziś jest jednym z największych trucicieli w Europie, jeśli chodzi o dwutlenek węgla. To pokazuje, że energetyka jądrowa nie jest panaceum na problem redukcji emisji CO2.

Technologia SDS (Super Daisy Shaft) jest tańsza od elektrowni jądrowej?

- Oczywiście. Nasza technologia (SDS) polega na podziemnym spalaniu węgla kamiennego lub brunatnego, nie wymaga budowy kopalń i pozwala schodzić na dowolne głębokości zasobów węgla. Polska ma zasoby na dużych głębokościach, np. w Rowie Lubelskim, gdzie budowa tradycyjnej kopalni byłaby zbyt kosztowna i ryzykowna w eksploatacji. Zastosowanie SDS byłoby tam najlepszym rozwiązaniem.

Jednak taka elektrownia w Polsce na razie nie powstanie?

- Brakuje tu woli politycznej. Być może decydenci kierują się opinią lobby jądrowego, które dysponuje dużymi mocami przerobowymi i chętnie nam zbuduje elektrownię jądrową.

Podsumowując: elektrownia jądrowa jest nam niepotrzebna?

- Polska ma możliwość bycia czystą enklawą Europy i wcale nie musimy wchodzić w energetykę jądrową. Oprócz zasobów węgla kamiennego i brunatnego mamy udokumentowane olbrzymie zasoby ropy i gazu. Nasza technologia umożliwia też produkcję taniego wodoru, który może być spalany w ogniwach paliwowych. W moim przekonaniu, Polska może produkować paliwa płynne w takiej ilości, że śmiało możemy myśleć o eksporcie.
Ponadto możemy uruchomić duże moce energii geotermalnej (tu mamy małe moce elektryczne, ale możemy korzystać z wielu dobrodziejstw gorących wód), ale mamy też technologie produkcji energii elektrycznej na bazie zasobów geotermicznych (energia gorących skał). To mogą być elektrownie dużej mocy, rzędu 250 MW, a co za tym idzie, moglibyśmy sprzedawać Europie energię elektryczną. Niestety, ten temat także nie interesuje naszych polityków.

Nasz Dziennik, 2008-09-10

czwartek, 17 lipca 2008

Idee

"Żyjemy w epoce estetyzmu. I to ma swoje odzwierciedlenie nie tylko w polityce. Cała technika przerodziła się praktycznie w jeden wielki design. Natomiast polityką rządzą mechanizmy kultury masowej. Tacy politycy jak Berlusconi, Blair, Obama, Sarkozy to typowe gwiazdy pop. Żyjemy w świecie, w którym każdy człowiek ma poczucie, że ciąży na nim estetyczna odpowiedzialność za samego siebie. Od niego się żąda, by stworzył swój image, odpowiednio się ubierał, cytował określonych autorów, zachowywał się w określony sposób, dekorował odpowiednio swoje mieszkanie. Przez estetykę współczesny człowiek pokazuje, kim jest. Formułuje i kształtuje swoją tożsamość przez design. To co wcześniej, w XIX wieku, było domeną dandysów pokroju Charles'a Baudelaire'a czy Oscara Wilde'a, w obecnym świecie stało się normą i prawem dla każdego obywatela. Estetyzacja samego siebie jest powszechnym obowiązkiem. Trzeba uprawiać fitness, pilnować swojej wagi, zajmować się swoim zdrowiem, zwracać uwagę na swój wygląd. I uczulać społeczeństwo na to, kim się jest. Można się ubierać alternatywnie bądź nie, ale nie wolno pozostać obojętnym wobec swojego wizerunku. Nastąpiła totalna demokratyzacja twórczej aktywności. W USA osiągnęło to gigantyczne rozmiary. Weźmy obecność przeciętnego człowieka w przestrzeni wirtualnej. Miliony ludzi zakładają swój blog czy stronę internetową, dzięki czemu mogą publikować opinie w różnych sprawach, ale także prezentować swoje utwory literackie. Cały naród zajmuje się więc twórczością artystyczną.

Ekscentryzm dandysów okresu fin de sie`cle'u był atakiem na mieszczański konformizm. W XX stuleciu zdążyliśmy się już przekonać, że kapitalizm potrafi taki kontrkulturowy bunt na tyle sprytnie ujarzmiać i oswajać, że sami buntownicy nawet nie zauważają momentu, w którym stają się "użytecznymi idiotami" establishmentu. Czy społeczeństwo powszechnego designu jest potwierdzeniem tej tendencji?

Kultura mieszczańska przestała być konformistyczna. Teraz od człowieka żąda się, by był oryginalny, by stworzył wyjątkowy image. Obecnie prawdziwą walkę toczy się nie przeciw społeczeństwu i jego konwencjom, lecz przeciw samemu sobie. Współczesny człowiek ciągle zajmuje się tym, czym zajmowali się święci w średniowieczu. Nieustannie podejmuje jakieś męczące treningi, ascetyczne praktyki, koryguje swoje ciało, ponosi ogromne wyrzeczenia dla osiągnięcia doskonałości. Ale to jest oczywiście trudne zadanie. Trzeba zwrócić uwagę na jeszcze jedną istotną rzecz. W tym procesie nie ma widza. Każdy człowiek prezentuje swój image i coś mówi, lecz nikt na niego nie patrzy i nikt go nie słucha. I tak okazuje się, że współczesny estetyzm ma również wymiar religijny, ponieważ widz pozostaje zagadką. To jest raczej jakiś transcendentny obserwator, który się tym wszystkim zabiegom przygląda i dziwi. Bo chociaż ludzie na siebie wzajemnie patrzą, to jednak każdy z nich pozostaje skoncentrowany na sobie. Zwracanie uwagi na innego człowieka stanowi jedynie pożywkę dla estetycznej rywalizacji."



Więcej na http://www.dziennik.pl/dziennik/europa/article206110/Stalinizm_byl_dzielem_sztuki.html

piątek, 11 lipca 2008

Kontrasty

Miasto to ludzka siedziba,
tak samo jak ludzie ma swoje różnice.
Różnice które są piorunujące.

Kontrasty miejskie
są odbiciem
kontrastów ludzkich.

czwartek, 10 lipca 2008

Slavoj Zizek

"Chlubimy się tym, że żyjemy w społeczeństwie, w którym możemy swobodnie decydować o rzeczach ważnych.
W rzeczywistości fundamentalne decyzje podejmujemy w warunkach niedostatecznej wiedzy.
Chociaż wiemy, że wszystko zależy od nas, nie umiemy przewidzieć konsekwencji naszych działań"

"Nie jesteśmy bezsilni, ale wręcz przeciwnie - wszechmocni, nie znamy jednak skutków wykorzystania tej wszechmocy. Nie możemy w pełni zapanować nad biosferą, ale możemy ją zniszczyć, czyli do tego stopnia zaburzyć równowagę, że dojdzie do katastrofy, która pochłonie również nas samych."

wtorek, 6 maja 2008

Akademia Młdej Polski

Przez ostatnie dni żyłem tylko tym... potrafi pochłonąć człowieka...
Co ciekawe przedsięwzięcie to zostało porównane z Akademią Betovenowską którą prowadzi rodzina Pendereckich.

Zacne porównanie.
Trampolina dla młodych?





www.amp-pw.pl

wtorek, 18 marca 2008

Forum

Dzisiaj sam urosłem w swoich oczach.
Potrafiłem być w jednym miejscu i momencie odpowiedzialny,
zdyscyplinowany, wyluzowany i mam nadzieję przekonujący.

Zadziwiałem się swoją chęcią wzięcia całkowitego ciężaru
nawiązywania kontaktów i promocji.
Czuję ze spisałem się dobrze, ale mam wrażenie że mogłem
osiągnąć więcej. Mimo wszystko uważam, że wziąłem forum
z prawie z marszu.

Otoczony znajomymi pokonałem/przełamałem się sam i załatwiłem
co było do załatwienia.

sobota, 1 marca 2008

Londyński sprint

Fantastycznie! Jesteśmy na miejscu, nareszcie inna kultura, inne powietrze, inne wszystko, wspaniale! Myślę sobie jakie to piękne miejsce, ludzie razem umieją żyć w harmonii...
Już po kwadransie czar pryska, ktoś pomylił kierunki i na siłę od wieków na wyspie zarażał tym innych.
Na całym świecie nawet 4 latek wie ze na czerwonym się nie przechodzi przez ulicę. Tu nie! To pewnego rodzaju gra! Czy przejdziesz cało czy dorwie Cię czerwony nie wiadomo czemu piętrowy potwór lub czarny obleśny kartofel czający się zawsze z tej strony z której się nie spodziewasz. Tubylcom ten rodzaj igrzysk sprawia niesłychaną radość. U turystów zaś produkcja adrenaliny przekraczać zaczyna normy.

Nie zaważająć jednak na przeciwności kraju na opak, porwałem aparat i z mocnym postanowieniem oswojenia miejscowych poszedłem w miasto. Niczym szczurek w labiryncie sterowany przez zachrypnięty głośnik tracę cały poranek, aby dostać się tam gdzie miejscowi pracują, bawią się jedzą i spotykają. Wypłynąłem z ciasnego, dusznego metra razem z rzeką spóźnionych ludków, którzy pędzą gdzieś przed siebie ciasnymi uliczkami.

W centrum wyciągnąłem przewodnik z zaznaczonymi miejscami od wieków odwiedzanymi przez azjatyckie wycieczki. Odnajduję je bez problemu. Dlaczego? W końcu nie tylko ja mam zamiar uwiecznić je w swojej cyfrówce. Podążanie za tłumem innych turystów nie powoduje problemu ze znalezieniem miejsc z pocztówek...

Problem zaczyna się gdy chcemy wprowadzić trochę własnej inwencji i nie trzymać się sztywnych wytycznych przewodników. O tak! Ktoś kto wymyślił jazdę pod prąd wpadł na pomysł umieszczania nazw ulic na tabliczkach umieszczonych pół metra, a może dwie stopy nad ziemią - naprawdę durne... Całe szczęście w ścisłym centrum ktoś to zauważył i poprawił.

Miasto ogromne i egzotyczne. To miasto już nie jest Angielskie, wydaje się że należy do wszystkich, to jest metropolia świata, ogromny kocioł w którym spotkały się autokary z Europy, Azji i Afryki. Wszyscy i wszystko zmieszane razem, z dodatkiem chilli i curry.

W brew temu co może się wydawać egzotyka tego miejsca nie jest odpychająca raczej ciekawa i godna uwagi. Szkoda tylko że środek miasta wieczorem oraz w weekendy jest prawie wymarły...
Aparat nadzoru niesłychanie rozbudowany, wszech obecne kamery i klikanie swoimi przepustkami do TfL... (Transport for London)
Udało się też coś nie coś poznać i obstrykać...


czwartek, 21 lutego 2008

już

Po dłużących się bojach i niepokojach zakończyła się po raz kolejny sesja.

Bilans zysków i strat jest jeszcze dodatni więc bez obaw studiuje dalej.
Mimo wszystko sesja ma swoje uroki.
Spokojnie i całkiem przyzwoicie można sie wyspać, zjeść śniadanie i obejrzeć jakiegoś
amerykańskiego gniota.

Wszystkim nie wyspanym mogę jedynie życzyć takiej sesjanzy.

wtorek, 8 stycznia 2008

Nadciąga...

Już niebawem do naszego miasteczka
zawitają Don Professoros ze swoimi rzezimieszkami...

Cóż poczniemy wtedy... będzie trzeba chwycić za broń!
Stanąć w samo południe i przekonać się kto wygra...

SESJANZA 2008!
Taki to uroczy zasuw... przez duże Z!