"Żyjemy w epoce estetyzmu. I to ma swoje odzwierciedlenie nie tylko w polityce. Cała technika przerodziła się praktycznie w jeden wielki design. Natomiast polityką rządzą mechanizmy kultury masowej. Tacy politycy jak Berlusconi, Blair, Obama, Sarkozy to typowe gwiazdy pop. Żyjemy w świecie, w którym każdy człowiek ma poczucie, że ciąży na nim estetyczna odpowiedzialność za samego siebie. Od niego się żąda, by stworzył swój image, odpowiednio się ubierał, cytował określonych autorów, zachowywał się w określony sposób, dekorował odpowiednio swoje mieszkanie. Przez estetykę współczesny człowiek pokazuje, kim jest. Formułuje i kształtuje swoją tożsamość przez design. To co wcześniej, w XIX wieku, było domeną dandysów pokroju Charles'a Baudelaire'a czy Oscara Wilde'a, w obecnym świecie stało się normą i prawem dla każdego obywatela. Estetyzacja samego siebie jest powszechnym obowiązkiem. Trzeba uprawiać fitness, pilnować swojej wagi, zajmować się swoim zdrowiem, zwracać uwagę na swój wygląd. I uczulać społeczeństwo na to, kim się jest. Można się ubierać alternatywnie bądź nie, ale nie wolno pozostać obojętnym wobec swojego wizerunku. Nastąpiła totalna demokratyzacja twórczej aktywności. W USA osiągnęło to gigantyczne rozmiary. Weźmy obecność przeciętnego człowieka w przestrzeni wirtualnej. Miliony ludzi zakładają swój blog czy stronę internetową, dzięki czemu mogą publikować opinie w różnych sprawach, ale także prezentować swoje utwory literackie. Cały naród zajmuje się więc twórczością artystyczną.
Ekscentryzm dandysów okresu fin de sie`cle'u był atakiem na mieszczański konformizm. W XX stuleciu zdążyliśmy się już przekonać, że kapitalizm potrafi taki kontrkulturowy bunt na tyle sprytnie ujarzmiać i oswajać, że sami buntownicy nawet nie zauważają momentu, w którym stają się "użytecznymi idiotami" establishmentu. Czy społeczeństwo powszechnego designu jest potwierdzeniem tej tendencji?
Kultura mieszczańska przestała być konformistyczna. Teraz od człowieka żąda się, by był oryginalny, by stworzył wyjątkowy image. Obecnie prawdziwą walkę toczy się nie przeciw społeczeństwu i jego konwencjom, lecz przeciw samemu sobie. Współczesny człowiek ciągle zajmuje się tym, czym zajmowali się święci w średniowieczu. Nieustannie podejmuje jakieś męczące treningi, ascetyczne praktyki, koryguje swoje ciało, ponosi ogromne wyrzeczenia dla osiągnięcia doskonałości. Ale to jest oczywiście trudne zadanie. Trzeba zwrócić uwagę na jeszcze jedną istotną rzecz. W tym procesie nie ma widza. Każdy człowiek prezentuje swój image i coś mówi, lecz nikt na niego nie patrzy i nikt go nie słucha. I tak okazuje się, że współczesny estetyzm ma również wymiar religijny, ponieważ widz pozostaje zagadką. To jest raczej jakiś transcendentny obserwator, który się tym wszystkim zabiegom przygląda i dziwi. Bo chociaż ludzie na siebie wzajemnie patrzą, to jednak każdy z nich pozostaje skoncentrowany na sobie. Zwracanie uwagi na innego człowieka stanowi jedynie pożywkę dla estetycznej rywalizacji."
Więcej na http://www.dziennik.pl/dziennik/europa/article206110/Stalinizm_byl_dzielem_sztuki.html

1 komentarz:
Osobiście uważam, że autor wypowiedzi ciekawie przedstawia dzisiejsze społeczeństwo.
Jednakże porównanie do ascetów lub męczenników nie uważam za trafne.
Męczennik to osoba cierpiąca za idee, za odmienność. Wydaje mi się że odbiera się temu pojęciu bardzo dużo stawiając w jednej linii osobę która ponosi śmierć za swoje poglądy z osobą która sobie z trudem odmawia pączka czy kawy z rana.
Prześlij komentarz